Mlodziez-w-dzialaniu

Relacja wolontariusza Marcina z wyjazdu do Budapesztu w ramach EVS

No więc, jakby tu zacząć. Od początku. Przyjechałem do Budapesztu 15 marca 2011. Na Węgrzech jest to święto państwowe, ale nie pamiętam co to za święto. Po 11 godzinnej podróży na dworcu kolejowym przywitała mnie moja sympatycznie mentorka (osoba sprawująca opiekę nad wolontariuszami) oraz Izka. Izka jest jedyną Polką z którą pracuję w Megallo Group Foundation for Addicts w Budapeszcie. Jak nazwa wskazuje jest to fundacja zajmująca się wsparciem ludzi wychodzących z nałogu.

Tak więc Panie odstawiły mnie do pięknej kamienicy w której w najbliższym czasie razem z innymi wolontariuszami miałem mieszkać. W mieszkaniu przywitała mnie Maria – Hiszpanka. Widzieliśmy się pierwszy raz w życiu a ona mi chciała dać buzi w policzek. Południowy temperament do którego ja bynajmniej nie jestem przyzwyczajony. Ona chyba szybko to zauważyła bo zrezygnowała z buziaka. A szkoda w sumie.

Mieszkanie przewyższało moje oczekiwania. Było w pełni wyposażone. Kamienica ponadto znajduje się w bardzo ładnej i spokojnej dzielnicy Budapesztu. Jest tu dużo ambasad więc jest też bezpiecznie. 4 minuty piechotą dojść można do pięknego Placu Bohaterów – obowiązkowego przystanku każdej wycieczki po Budapeszcie. Obok znajduję się ogród zoologiczny. Byłem w nim i niestety muszę stwierdzić, że nie jest on zbyt wysokich lotów. W sąsiedztwie placu Bohaterów znajduje się piękny i obszerny park na terenie którego znajduje się znane kąpielisko z wodami termalnymi Szechenyi. Spędziłem tam aż 11 godzin pewnego piątku. Znaczy podobało mi się :). Pierwszy raz korzystałem z wód termalnych. Duże wrażenie zrobiła na mnie kąpiel w basenach na wolnym powietrzu z wodą o temperaturze 36 stopni. Bajka :). Było dość mocne słońce więc się nawet troszkę spaliłem.

Współlokatorzy również okazali się fajni. A byli to poza Marią, Janis z Litwy i Jean-Christoph (w skrócie JC) z Francji. JC jednak przez pierwsze trzy tygodnie nie mieszkał z nami ponieważ jego hiszpańska dziewczyna kończyła swój pobyt w Budapeszcie i chcąc się nacieszyć Cristiną przed jej wyjazdem mieszkał z nią. Janis natomiast okazał się dość ciekawą osobą. Nie mówił prawie ani słowa po angielsku, ale za to bardzo dużo mówił po litewsku. To było dość dziwne ponieważ zdawał sobie sprawę, że nikt go nie rozumie. Jak się niedawno dowiedziałem Janis przebywał w domu dziecka. Poza tym ma on tylko 18 lat co może tłumaczyć troszkę jego zachowanie. O ile to zachowanie dla mnie było do zaakceptowania, o tyle dla JC nie było. Poza monologiem litewskim pozostawiał i pozostawia Janis po sobie brud wszędzie (dosłownie). Puszcza głośno muzykę o 7 rano, mimo, że pozostali wstają dopiero o 9. Ja, na szczęście dla mnie, póki co widzę w nim również dobre strony.

Jean-Christoph to dla mnie człowiek dość zagadkowy. Z jednej strony potrafi być przyjemny. Z drugiej jego żarty czasami powodują, że muszę się ugryźć w język. Za przykład mogę podać informację historyczną jaką uzyskałem od niego. Mianowicie oświecił mnie, że polski legion był najlepszym legionem Napoleona. Po czym dodał: ”Rozumiesz ja jestem mózgiem a Ty mięśniami”. Na końcu dodał just kidding, co u niego słyszę dość często. Dobrze, że jest dumny ze swojego kraju ale powinien też szanować inne. Ale w zasadzie to tylko mała drobnostka. Na co dzień dogadujemy się rewelacyjnie.

Maria natomiast jest bardzo sympatyczną osobą. Niestety skończyła już swój projekt i wróciła do Madrytu skąd pochodzi. Była ona ogromnym wsparciem dla mnie na początku mojego pobytu w Budapeszcie. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, ponieważ Janis swoim zwyczajem popołudnia spędzał oglądając filmy, a JC jak już mówiłem mieszkał wtedy w innym miejscu, a spotykałem go tylko w pracy. Maria zaprosiła mnie na dyskotekę z jej hiszpańskimi przyjaciółmi. Poza tym, że mówili w większości po hiszpańsku, i siłą rzeczy ich nie rozumiałem, było dość ciekawie. Maria zrobiła też parapetówkę u nas w mieszkaniu dwa dni przed wyjazdem. Przyszło chyba ze 30 osób i było naprawdę wesoło J. Poza Hiszpanami, było sporo Węgrów, a nawet Ekwadorczyk.

Poza zabawą jest również praca. Do fundacji chodzę od poniedziałku do piątku na 6 godzin dziennie. Zaczynam zwykle o 11, ale mogę też przyjść o 9. Dojeżdżam do pracy między innymi bajeczną żółtą linią metra. Jest to najstarsza linia metra na kontynencie europejskim i nie przypomina swoim wyglądem metra jakie widzimy w Warszawie. Bardziej przypomina tramwaj podziemny. W fundacji zajmujemy się remontem. Burzymy ściany, zdrapujemy tynk itp. Nie przemęczamy się jednak bardzo. W każdej chwili możemy odpocząć, poprosić o herbatkę, pograć w tenisa stołowego, czy coś zjeść. Trzy razy w tygodniu mam indywidualne lekcje węgierskiego z Ildiko. Indywidualne ponieważ Janis nie zna angielskiego, w którym to języku są prowadzone zajęcia, a JC – emu się chyba nie chce. W każdym razie ja na tym korzystam. Nauka języków to naprawdę super sprawa.

Weekendy są dość interesujące. Pierwsze sobotnie popołudnie spędziłem z Tomkiem z Warszawy, którego poznałem w Fundacji „Echo” parę miesięcy przed wyjazdem na wolontariat. Przyjechał do Budapesztu z pełnym autokarem znajomych z Polski. Mieli swojego przewodnika i dzięki Tomkowi udało mi się pozwiedzać troszkę z nimi. Były to moje początki w tym mieście, także obecność rodaków, a zwłaszcza Tomka, dodawała mi otuchy. Kolejną sobotę spędziłem z moją rodziną. I tu kolejny zbieg okoliczności, ponieważ mój kuzyn brał ślub w ambasadzie polskiej w Budapeszcie. Ślub był w piątek a w sobotę razem z wynajętym przewodnikiem zwiedzaliśmy miasto. Byliśmy na Wzgórzu Zamkowym, widzieliśmy Baszty Rybackie, jechaliśmy metrem pod Dunajem, obejrzeliśmy z zewnątrz piękny budynek parlamentu. Widzieliśmy również cudowną bazylikę św. Stefana oraz pojechaliśmy żółtym metrem na plac Bohaterów. Później udaliśmy się na obiadek. Zaraz potem na piwko, a raczej piwka do belgijskiego pubu. Bardzo przyjemnie spędzony dzień :). W następną sobotę uczestniczyłem w Eunic Day. Składał się on z porannego panelu dyskusyjnego na temat jednoczącej się Europy. Następnie po czterogodzinnej przerwie odbyły się kolejno trzy koncerty. Zagrała austriacka kapela jazzowa, następnie duet z Włoch, składający się z pianisty i śpiewaczki sopranowej. Na końcu zagrała kapela jazzowa składająca się z grającego na fortepianie Polaka, grających na gitarach Węgra i Rumuna, grającego na kontrabasie Słowaka, grającej na saksofonie Dunki, grającego nie wiem na czym Holendra :). Całość była naprawdę efektowna. Wszystkie koncerty były bezpłatne w pięknej Sali teatru Urania. Ostatnią niedzielę spędziłem ze znajomymi Izki, która tutaj studiuje od września. W gronie kilkunastu osób na Wyspie Małgorzaty, na kocykach i na trawce zrobiliśmy sobie małą polską Wielkanoc. Nie zabrakło jajeczek, zajączków i innych różności. Po śniadanku zaczęliśmy zabawę w podchody. Trwała ona koło 5 godzin i było rewelacyjnie. Do tej zabawy wykorzystaliśmy kamienice które w tym dniu były ogólnie dostępne, i w których za drobną opłatą można było napić się kawy czy coś zjeść. Wszystko przygotowane było przez mieszkańców tychże kamienic.

W tygodniu często odwiedzam bibliotekę. Biblioteka w Instytucie Polskim czynna jest tylko we wtorki. W pozostałe dni zdarza mi się chodzić do Biblioteki w Instytucie Japońskim :). Czytam oczywiście literaturę anglojęzyczną. Mój wybór padł na Instytut Japoński, ponieważ miałem okazję podczas wspomnianego Eunic Day poznać Panią dyrektor tego Instytutu, która dała mi swoją wizytówkę i zachęcała do korzystania z biblioteki.

Dwa razy uczestniczyłem w mszy świętej w bazylice św. Stefana. Jest to naprawdę wspaniała świątynia. Msze były dla mnie dość nietypowe. Mogłem się tylko domyślać co ksiądz mówi.

Ogólne wrażenia z pobytu w Budapeszcie oceniam jako bardzo, bardzo, bardzo pozytywne. Bardzo się cieszę, że biorę udział w tym projekcie. Gdybym miał wybierać jeszcze raz miasto do którego chce się udać na wolontariat europejski na pewno wybrałbym Budapeszt. Praca wśród ludzi którzy wychodzą czasem z naprawdę poważnych nałogów jest niesamowita.

Obecnie jestem w Polsce, czekam na święta, ale nie mogę się już doczekać kiedy wrócę do Budapesztu. Pomimo różnego rodzaju drobnych problemów, bardzo się cieszę, że mieszkam z Janisem i JC.